Pieśni Naszych Korzeni - relacja niepełna
Od niedzieli do wtorku miałem przyjemnośc uczestniczenia w części jarosławskiego festiwalu “Pieśni Naszych Korzeni”. Impreza początkowo była typowym festiwalem muzyki dawnej, obecnie zaś stopniowo przeradza się w znacznie ciekawsze wydarzenie podczas którego muzyka dawna miesza się z muzyką ludową, folkiem, muzyką świata. Podczas pierwszych trzech dni tegorocznej edycji widac to było (i słychac) bardzo wyraźnie.W niedzielę festiwal zainaugurował spektakl Scholi Teatru Węgajty “Cuda św. Mikołaja”. Znakomite widowisko odbyło się na terenie opactwa sióstr benedyktynek. Początkowo akcja rozgrywała się na scenie przy murach klasztornych, wkrótce jednak okazało się, że sceną w tym spektaklu jest teren całego opactwa. Aktorzy barwnym korowodem przemierzali tereny klasztorne od jednej sceny do drugiej, wszystko przy akompaniamecie muzyki granej na instrumentach z epoki i w świetle pochodni. Kolejne legendy o cudach świętego odbywały się w różnych miejscach, towarzyszyły im muzyczno-taneczne przerywniki i pokaz połykacza ognia. Spektakl zakończył munumentalny finał we wnętrzu kościoła.
Dzień drugi upłynął pod znakiem tradycyjnej muzyki perskiej. Trio Chakad z Iranu zagrało swój repertuar po mistrzowsku, ale znacznie ciekawsze były ich popisy w klubie festiwalowym. Zespół grał bowiem w towarzystwie muzyków z Węgajt. Można więc było usłyszec orientalne wersje pieśni dziadowskich z repertuaru Jacka Hałasa oraz interpretacji muzyki perskiej na lirę korbową i koboz ;)
Ostatni dzień mojego pobytu w Jarosławiu był jeszcze ciekawszy. O 20 w jarosławskiej Kolegiacie zaśpiewał belgisjki chór Graindelavoix. Ich polifoniczny śpiew zachwycił nie tylko takich laików jak ja, ale też osoby znacznie lepiej znające się na temacie renesansowej polifonii, więc rekomenduję ich ewentualne przyszłe występy w Polsce z całą stanowczością;) Bogactwo dźwięków jakie wydobywali z siebie chórzyści imponowało i nie pozwalało pozostac obojętnym wobec znakomitej interpretcji zieła Missa Caput Johannesa Ockeghema. Wieczorem zaś w klubie festiwalowym imprezę taneczną poprowadziła węgierska grupa Zurgo. Znani doskonale bywalcom krakowskich “Rozstajów” (grali w zeszłym roku) porwali do tańca nutą Csango zagraną spontanicznie i z przytupem. Sympatyczni tancerze prowadzili naukę tańca, prezentowali kroki i ani się człowiek obejrzał a już tańczył taniec o którym kilka minut wcześniej nie miał zielonego pojęcia;) Naprawdę, aż żal było następnego dnia rano opuszczac Jarosław…
Więcej o festiwalu;


Najbliższe wydarzenia
