Szalom na Szerokie - relacja
Osiemnasty Festiwal kultury Żydowskiej jak co roku zakończył się wielkim plenerowym koncertem, na którym wystąpiła większość festiwalowych wykonawców, niekiedy w niecodziennych konfiguracjach. Rozpoczął ukraińsko-niemiecki Konsonans Retro grający typową klezmerską muzykę taneczną ze wschodu Europy opartą głównie na brzmieniach instrumentów dętych.
Po nich kameralny występ dał duet Deborah Strauss & Jeff Warschauer Duo wzbogacony dodatkowo o Michaela Alperta. Artyści wykonali kilka żydowskich piosenek zaaranżowanych na skrzypce, gitarę akustyczną i oczywiście głos. Niestety podczas ich koncertu zaczął padać deszcz, który nękał publiczność trochę ponad godzinę. Cóż, mogło być gorzej.
Następnie zagrali się artyści biorący udział w projekcie „Klezmerzy i Cyganie”. Istotą projektu było znalezienie wspólnego mianownika między muzyką klezmerską i cygańską w oparciu o repertuar głównie z Mołdawii, Węgier i Rumunii. Na scenie pojawiły się dwa składy: żydowski dowodzony przez Alana Berna i romski pod kierownictwem świetnego cymbalisty Kalmana Balogha. Cel chyba został osiągnięty, bo oba składy świetnie się uzupełniały. Artyści nie grali jednocześnie, ale na przemian, często przechodząc w ramach jednego utworu ze świata romskiego do żydowskiego i na odwrót.
Kolejny koncert to jak dla mnie numer jeden całego festiwalu – formacja La Mar Enfortuna aranżująca muzykę sefardyjską w klimatach liryczno-awangardowych. Znakomite, stylowe wokalizy Jennifer Charles podane zostały na tle instrumentalnych podkładów opartych na niskim brzmieniu basu i saksofonu. Sporo było nawiązań do smolistego bluesa, psychodelii a nawet dubu. Mimo to eksperymenty nie przysłoniły naturalnego uroku sefardyjskich melodii, które co rusz wyłaniały się z psychodelicznego sosu. Mimo, że muzyka nie należała do najłatwiejszych, została bardzo ciepło przyjęta przez publiczność.
Kolejnym punktem programu był przygotowany przez Franka Londona (stałego bywalca festiwalu) projekt the Ark. Tworzyli go muzycy z różnych stron świata, zarówno postacie znane już z festiwalowych projektów (London, Aaron Alexander) oraz artyści po raz pierwszy goszczący w Krakowie (świetna Jewlia Eisenberg). Muzyka formacji zawierała w sobie nawiązania do różnych tradycji żydowskich (muzyka wiejska, liturgiczna, klezmerska, sefardyjska) w aranżacjach rockowych. Muzycy śmiało żonglowali klimatami mieszając brzmienia ludowe podszyte rockową sekcją rytmiczną z jazzowymi improwizacjami i bluesrockowym ogniem.
Po rockowej energii przyszła kolej na coś bardziej klimatycznego i podniosłego – śpiew kantoralny z jazzowym akompaniamentem. Kantor Benzion Miller odśpiewał kilka pieśni w towarzystwie Maurica El Medioniego i Roberto Rodrigueza. Po nich na scenie pojawił się Shlomo Bar – izraelski pieśniarz grający połączenie stylu „singer-songwriter” z tradycyjnymi brzmieniami bliskiego wschodu. Bar zagrał z dwoma akompaniującymi mu muzykami, bez całego składu Habrera Hativeet, z którym zwykle grywa, koncert miał więc bardziej kameralny, pieśniarski charakter.
Następnie ponownie powiało klimatem wielokulturowości – na scenę wrócili El Medioni i Rodriguez, tym razem w towarzystwie muzyków, z którymi tworzą projekt Descarga Maghreb. Połączenie muzyki żydowskiej, arabskiej i (przede wszystkim) latynoskiej mimo że z pozoru wydaje się przedsięwzięciem karkołomnym, zabrzmiało bardzo naturalnie i nieco staroświecko (w dobrym tego słowa znaczeniu, takie stylowe retro). Momentami można było odnieść wrażenie, że bierze się udział nie w imprezie żydowskiej, ale latynoskiej – kubańskie gorące rytmy, stylowa gra Medioniego, wszystko to przywodziło na myśl bardziej klimaty a’la Buena Vista Social Club niż tradycję żydowską. Dla jednych pewnie był to plus, dla innych minus. Mnie się podobało.
Grubo po północy na scenę wkroczył zespół, który wielu uważa za gwiazdę tegorocznej imprezy – Oy Division. Wbrew nazwie muzyka formacji nie była kombinacją brzmień żydowskich i zimnej fali, ale bardzo energetycznie wykonaną tradycyjną muzyką klezmerską przeplataną piosenkami z żydowskich musicali. Muzycy grali w piątkę, ze stuprocentowo akustycznym instrumentarium, a dali więcej czadu niż niejeden rozbudowany skład podpierający się „elektryką”. Energia ich rozpierała, sporej wielkości scena na Szerokiej była dla nich ewidentnie za mała. Po ekspresji wykonawczej (a także po fryzurach) dało się poznać rockowe korzenie muzyków. Przyznam szczerze, że dodałbym wszystkie grające w kazimierskich knajpach kapele klezmerskie za jeden tak dobry zespół jak OD. Mam nadzieję, że to nie ostatnia wizyta grupy w Krakowie.
Na koniec odbył się tradycyjny „finał finału” – występ orkiestry gwiazd złożonej z większości występujących tego dnia muzyków. Potężne brzmienie dęciaków zwalało z nóg (i trochę przygłuszało pozostałe instrumenty, ale w tak dużym składzie to chyba nieuniknione). Impreza jak zwykle była świetnie zorganizowana – repertuar dobrany doskonale, z wyczuciem, budowaniem dramaturgii. Mam nadzieję, ze za rok na Szerokiej zdarzy się coś równie dobrego.


Najbliższe wydarzenia

16 lipiec, 2008 o godz. 23:18
Bardzo udany koncert, choć trzeba tez przyznac, ze bardziej robiony pod telewizje niż pod publicznosc, która przyszła